prześwit

światło / cień / chwile

fotografia osobista

migawki

zapiski pomiędzy kadrami

o mnie

Z potrzeby
zatrzymania.

Autorka prześwitu z aparatem Minolta SR-7 przy twarzy

Fotografia była dla mnie ważna na długo, zanim potrafiłam powiedzieć dlaczego. Poruszały mnie stare rodzinne zdjęcia — również te z osobami, których nie rozpoznawałam — i obrazy mojego dzieciństwa zapisane przez ojca. Jest w nich coś, co zostaje mimo upływu czasu: emocja, obecność, energia tamtej chwili. Z czasem zrozumiałam, że sama też fotografuję z potrzeby zatrzymania tego, co mnie porusza.

Najczęściej przyciągają mnie geometria, światło i cień. Odnajduję je w architekturze, miejskich przestrzeniach, w górach. Czasem w kadr wchodzi człowiek i nagle wszystko układa się wokół jego obecności. Kiedy fotografuję, często odruchowo wstrzymuję oddech. Tak rozpoznaję ten moment: kadr właśnie się wydarza.

Cyfrowo fotografuję od lat. Z analogiem poznaję się dopiero od kilku miesięcy, choć myśl o nim towarzyszyła mi znacznie dłużej. Zanim kupiłam pierwszy aparat, musiałam oswoić obawę, że to wszystko okaże się zbyt skomplikowane. Że zamiast cieszyć się fotografowaniem, utknę w technicznych trudnościach.

Wybór aparatu i decyzje, które do niego doprowadziły, to materiał na osobną migawkę. Tutaj wystarczy powiedzieć, że analog bardzo naturalnie wszedł mi w krwiobieg. Szybko stał się emocjonalnie bliski, bardziej niż się spodziewałam — pod pewnymi względami bliższy niż dobrze znana cyfrówka.

Fotografuję obiema technikami i widzę, jak sam aparat zmienia sposób, w jaki patrzę.

Cyfrówka daje mi swobodę. Pozwala popełniać błędy i od razu je poprawiać. Mogę sprawdzić zdjęcie, spróbować ponownie, nacisnąć spust z większą beztroską. Czasem dopiero po kilku próbach rozumiem, co właściwie zatrzymało mój wzrok.

Z analogiem obchodzę się inaczej. Każda klatka zajmuje konkretne miejsce na filmie, a efekt zobaczę dopiero po jego wywołaniu. Czuję większy szacunek do pojedynczego naciśnięcia spustu. Uważniej wybieram, zanim zrobię zdjęcie.

Widzę tę różnicę również w swoich fotografiach. Jakby aparat, który trzymam w dłoniach albo noszę na szyi, przełączał mnie w inny tryb patrzenia na tę samą rzeczywistość.

Coraz bardziej interesuje mnie też droga od negatywu do papierowej odbitki. W planach mam własną ciemnię.

Wciąż się uczę. Wracam do swoich zdjęć, wybieram, czasem zmieniam zdanie. Prześwit jest miejscem na fotografie, które chcę zachować, i na zapisywanie tego procesu.

Prześwit to światło, cień, powietrze. Oddech. Tak patrzę i szukam obrazów, choć często mam wrażenie, że to one znajdują mnie.

Tutaj zbieram te spotkania.

kontakt

Zostaw kilka słów.

O fotografii, o tym, co zostało po obejrzeniu.

Twój adres wykorzystam do odpowiedzi na wiadomość.

migawki / 01

Pierwsza rolka

Pierwszą rolkę z analoga zrobiłam prawie w całości w Paryżu. Brzmi to może trochę pretensjonalnie, ale aparat pojechał ze mną z premedytacją. Znałam już to miasto. Wiedziałam, że jego geometria, światło i miejska tkanka dadzą mi wiele powodów, żeby się zatrzymać.

Nie pamiętam pierwszego zdjęcia. Pamiętam za to, ile emocji towarzyszyło mi przy robieniu tych pierwszych kadrów.

Aparat analogowy fascynuje mnie także jako przedmiot. Jestem architektką wnętrz i entuzjastką designu użytkowego, więc przyglądam się jego proporcjom, materiałom, precyzji wykonania. Zachwyca mnie forma i złożoność, którą w sobie mieści.

W fotografowaniu analogowym ważne jest dla mnie też wszystko, co dzieje się wokół obrazu. To, jak aparat leży w dłoniach, ile waży i jak brzmi. Faktura różnych materiałów, a nawet zapach. Fotografowanie ma swoją fizyczność, której doświadczam z zaskakującą przyjemnością.

Moje aparaty mają czterdzieści, pięćdziesiąt, a nawet sześćdziesiąt lat. Każdy zdążył już napisać własną historię, zanim trafił w moje ręce. Teraz fotografuję nimi to, co sama chcę zatrzymać.

Kawiarniane stoliki i fasady budynków w Nantes
Nantes / pierwsza rolka
migawki / 02

Aparat, który nie przeszedł na emeryturę

Minolta X-300 na książkach fotograficznych

Przez długi czas myśl o aparacie analogowym wracała do mnie wystarczająco często, żebym w końcu przestała ją odkładać. Wiedziałam, że dopóki nie spróbuję, nie da mi spokoju.

Analog był gdzieś w tle od dawna. Mój ojciec fotografował FED-em 5. Mam niewiele zdjęć z dzieciństwa, większość jego autorstwa. Jedno, na którym mam około trzech lat, stoi u mnie w ramce na półce. Jest mi szczególnie bliskie. Oglądając te fotografie, widzę też sposób, w jaki patrzył przez wizjer. Myślę, że miał dobre oko.

Fotografia autorki w wieku około trzech lat, w ramce na półce
Jedno z niewielu zdjęć z mojego dzieciństwa. Fotografia mojego ojca.

Kiedy zaczęłam szukać własnego aparatu, miałam sporo pytań i kilka modeli na liście: Minoltę X-300 albo X-700, Pentaksa ME Super lub MV, Olympusa OM-2. Czytałam, porównywałam i zastanawiałam się, od czego zacząć. Obawiałam się, że techniczna strona analogu mnie przytłoczy i odbierze przyjemność z fotografowania.

Ustaliłam więc budżet. Taki, którego nie chciałam przekroczyć, gdyby po kilku próbach aparat został dekoracją na półce. Chciałam dać sobie możliwość sprawdzenia, czy to rzeczywiście moje.

Moją Minoltę X-300 znalazłam na OLX. Trafiłam na człowieka, który cierpliwie odpowiadał na pytania, doradzał i jeszcze obniżył cenę do poziomu mojego budżetu, życząc mi powodzenia w rozwijaniu pasji. Po sprzedaży nadal pomagał mi wybierać film i akcesoria. Miałam do kogo napisać, kiedy pojawiały się kolejne wątpliwości.

Aparat okazał się w idealnym stanie, wizualnie i mechanicznie. Od początku podobało mi się w nim właściwie wszystko. Samo oglądanie go, trzymanie w dłoniach i poznawanie kolejnych elementów dawało mi dużo radości. Kupiłam narzędzie do fotografowania, ale dostałam też piękny przedmiot, którego chciałam używać.

Ta Minolta okazała się dla mnie w sam raz. Odpowiadała moim potrzebom i umiejętnościom, a fotografowanie nią sprawiało mi przyjemność.

Pierwsze zdjęcia przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Po wywołaniu rolki wysłałam kilka sprzedającemu — na dowód, że aparat nie przeszedł jeszcze na emeryturę.

Za to mój plan ostrożnego sprawdzenia, czy analog mi się spodoba, szybko przestał być aktualny. Pojawił się apetyt na kolejne zdjęcia, filmy i aparaty.